- Ona tam była... - wyjąkał wpatrując w telewizor. - Ona tam była! - krzyknął rozzłoszczony. - Rozumiecie?! Ona tam była!
Zaczął głośno szlochać i przeklinać. Pociągnął Louisa za koszulkę i poszli do samochodu. Po drodze zabrali mamę Alex i jechali na miejsce wypadku. Nikt nie śmiał odezwać się. Ciszę przerwał przeszywający telefon pani Schirazi.
- Rozmawiam z panią Schirazi? - usłyszała głos policjanta, któremu zgłaszała zaginięcie.
- Tak, czy coś się stało?
- Myślimy, że znaleźliśmy pani córkę. Niestety to nie jest dobra wiadomość. Leży w szpitalu w Worcester. Jej stan lekarze uważają za stabilny.
- Zaraz tam będę. - powiedziała kobieta wkładając telefon do torby. - Jest w szpitalu.
Louis wcisnął gwałtownie hamulec i włączył kierunkowskaz. Po kilku minutach stali na parkingu. Pierwsza szła zapłakana Margarett, za nią dwaj chłopacy.
- Skąd wiedziałeś, że tam będzie? - zapytał Lou stojąc pod salą.
- Zawsze tam leci jak jest smutna, zła, albo coś się stanie. Myślę, że przeżyła za dużo wrażeń w ostatnim czasie jak na nią. - odpowiedział już nieco spokojniejszy Styles. Dwudziestolatek pokiwał głową i usiadł na krześle. Z sali wyszła pielęgniarka zapraszając ich do środka. Niepewnie weszli nie wiedząc czego się spodziewać. Dziewczyna miała nieźle porysowaną twarz i usztywnioną szyję. Kiedy weszli do środka nawet nie zapytała kto to, tylko rzuciła błagalne spojrzenie na mamę.
- Nie mam ochoty nikogo widzieć. - zaakcentowała. Harry poprosił, żeby ciocia zostawiła na chwilę Louisa samego z Alex. Wstała z krzesła i wyszli po kawę.
- Może twoi bliscy rozumieją Twoje zachowanie, ale ja nie. Dlaczego to robisz? - wypowiedział po chwili dokładnie podkreślając pytanie.
- To nie jest łatwe...
- Co? Zrozumieć Cię? To na pewno. - powiedział delikatnym, spokojnym tonem.
- Być mną. - odpowiedziała.
- Ponieważ wszyscy chcą Ci pomóc? To jest takie trudne? Czy udawanie kogoś innego sprawia Ci tyle trudu? - Po policzkach dziewczyny spłynęły łzy. - Przepraszam. - szepnął.
- Masz rację. - dodała. - Ale czy możesz mnie przytulić? - Chłopak zgodził się i przytulił ją. Do sali wszedł lekarz psując miłą atmosferę.
- Możesz wracać, proszę wykupić tylko te leki. - podał Alex kartkę i wyszedł.
- W takim razie chodź. - wziął jej rękę i prowadził w stronę wyjścia, gdzie czekali już Hazza z ciocią dziewczyny.
- Dobrze się czujesz? Nic Cię nie boli? Dlaczego nam nie powiedziałaś, że tam lecisz? - wypytywała mama Alex. - Martwiliśmy się.
***
- Zostanę dzisiaj sama. - protestowała Alex.
- Nie ma mowy. - rzucił Louis rozkładając się na jej łóżku.
- Wychodzisz stąd. Natychmiast! - powiedziała kładąc się przy tym ze śmiechu. - Już. Lou przestań!
- Więc mogę zostać? - gilgotał ją nadal.
- Jasne, jasne, jasne. Tylko przestań! Błagam!
- No dobrze, dobrze. Zostanę skoro tak prosisz. - zaśmiał się.
- Ale ze mną spał nie będziesz. - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. Chłopak zrobił obrażoną minę i usiadł na łóżku, przysiadła się do niego starając się go pocieszyć. Wskazał palcem na jego policzek, dziewczyna przybliżyła się,żeby musnąć go, ale on w ostatniej chwili odwrócił głowę, tak, że ich usta spotkały się. Zaczęli się całować namiętniej, i jeszcze bardziej. Po chwili leżeli wtuleni dalej się całując. Przerwał im Niall wpadający do pokoju ni stąd, ni zowąd.
- Mamy nową kucharkę? - zapytał prawie pewnym głosem ciesząc się przy tym jak dziecko.
- Śnisz. - powiedział Louis rzucając w niego poduszką. - Przerwałeś nam, nie zasługujesz na ciastko. - dodał po chwili patrząc na zasmuconą minę Niall'a.
- Masz - powiedziała Alex podając chłopakowi talerzyk z ciastkami. - Dziękuję za uratowanie mnie przed wampirem. - zaśmiała się. Tomlinson wyszczerzył kły udając Edwarda, następnie kładąc się na Alex.
- Nie przy dzieciach, proszę.
***
Justine bawiła się w najlepsze razem z Harry'm smarując Liam'a bitą śmietaną. Następnie czekali aż się obudzi, ale po kilku minutach znudziło im się i stwierdzili, że lepiej się pobawić w chowanego. Justine i Hazza zawsze świetnie się dogadywali. To między innymi przez niego poznała Payne'a. Zabawę przerwał im budzący się Liam.
- Co to do cholery jest?! Niall?! Gdzie on jest?! - wstał wkurzony chłopak. Patrząc jak Jego dziewczyna razem ze Styles'em leją ze śmiechu podszedł do niej i pocałował brudząc przy tym całą jej twarz. Dziewczyna przejechała językiem po policzku delektując się smakiem bitej śmietany. Nie wiedząc jak znaleźli się w sypialni i leżeli prawie nadzy. Do pokoju wbiegli chłopacy z laptopem.
- Znalazłem ją! - krzyczał uradowany Zayn. Zakryli się szybko kołdrą. - Ooo, przyszliśmy nie w porę. - chłopaki kładli się ze śmiechu, a oni szybko założyli ubrania.
- Dawaj to. - śpiewała dziewczyna o niesamowitym głosie. - Jest niezła. - skomentowali razem.
- Niezła? Żartujesz? Ona jest fantastyczna! - krzyczał Zayn.
- Ktoś tu się zakochał. - Louis i Harry podśmiewali się. - Jest twoja.
- Była od początku. - poprawił ich Zayn.
Zaiste :)) Czekam na więcej.
OdpowiedzUsuń+obserwuje :D
Wbijaj do mnie
http://shoowers.blogspot.com/
Rozstrajasz mnie psychicznie, tak się bałam. No, a Niall się opierdziela. xD
OdpowiedzUsuńNooo...ciekawe tylko nie kumam wielu rzeczy z twojego bloga..Jak ktoś może przeżyć wypadek z samolotu ..Ale kit z tym ...Jakby co mi tego nie wyjaśniaj ...!Notka mi się podoba ...!Hymmnn byli prawie nadzy !!!!!
OdpowiedzUsuńwypadek można przeżyć, ale masz rację, jest dużo niezrozumiałych wątków xd ;*
UsuńOmnomnom fajne, fajne :D
OdpowiedzUsuńCzekam na nn xxx
+zapraszam do siebie:
http://holdmetight-vick.blogspot.com/
Zajebiscie piszesz... czekam na kolejne :)
OdpowiedzUsuń